Polska stoi przed jednym z największych wyzwań od czasów transformacji ustrojowej: szybko kurczącą się i starzejącą populacją w znacznej części kraju. Najnowsze zestawienia Głównego Urzędu Statystycznego pokazują, że od Pomorza Zachodniego po Podkarpacie rośnie liczba gmin, w których zgonów jest systematycznie więcej niż urodzeń, a migracja wewnętrzna i zagraniczna nie rekompensuje strat. Jednocześnie obrzeża największych miast przeżywają demograficzny boom, napędzany m.in. suburbanizacją i napływem cudzoziemców. Ten rosnący kontrast zmienia mapę zapotrzebowania na usługi publiczne, rynek pracy oraz infrastrukturę, tworząc zupełnie nowe warunki gry dla samorządów i przedsiębiorców.

Malejący przyrost naturalny a struktura wiekowa

Roczny przyrost naturalny dla całego kraju utrzymuje się obecnie na poziomie około –3,6 na 1000 mieszkańców, co przekłada się na ubytek populacji rzędu stu kilkudziesięciu tysięcy osób rocznie. Współczynnik dzietności, który według Eurostatu wyniósł w 2022 roku zaledwie 1,26 dziecka na kobietę, pozostaje jednym z najniższych w Unii Europejskiej i znacznie odbiega od poziomu zastępowalności pokoleń (2,1). W efekcie mediana wieku Polaków przekroczyła już 42 lata i rośnie o około cztery miesiące każdego roku. Gdy spojrzeć na strukturę wiekową w poszczególnych gminach, widać wyraźnie, że w wielu z nich udział osób 65+ przekracza 25%, co oznacza rosnące obciążenie systemów ochrony zdrowia i pomocy społecznej.

Dynamika ta jest szczególnie dotkliwa w małych miastach oraz strefach peryferyjnych, gdzie ograniczona oferta zatrudnienia i słabiej rozwinięta infrastruktura sprawiają, że młodzi dorośli wyjeżdżają do dużych ośrodków lub za granicę. Zgodnie z analizami GUS, z samego tylko województwa podlaskiego w latach 2011–2021 ubyło netto ponad 60 000 mieszkańców – liczba równa populacji średniej wielkości miasta powiatowego.

Mapy odpływu ludności – gminy w głębokim regresie

W skali kraju ponad 70% gmin odnotowało w minionej dekadzie spadek liczby mieszkańców. Największe tąpnięcia – przekraczające 10% populacji – dotyczą aż 397 jednostek samorządowych. Na niechlubnym podium znalazły się niewielkie gminy wiejskie i miejskie z Lubelszczyzny, Podlasia oraz wschodniej części Pomorza Zachodniego, gdzie w ciągu dziesięciu lat ubył co czwarty mieszkaniec. Przykładowo w nadmorskim Helu liczebność ludności zmalała o prawie 25%, a w podlaskiej gminie Czeremcha – o blisko 22%.

Nieco inną kategorię tworzą popularne kurorty, takie jak Szklarska Poręba, Polanica-Zdrój czy Międzyzdroje. Choć w sezonie turystycznym tętnią życiem, w statystykach meldunkowych tracą ludność z powodu niskiej liczby urodzeń i starzejącej się społeczności stałych rezydentów. Dodatkowym czynnikiem pogłębiającym odpływ jest rosnący udział mieszkań sezonowych, którzy w rejestrach nie figurują jako stali, co wpływa na subwencje oświatowe i zdrowotne kierowane do gmin.

Strefy wzrostu: przedmieścia metropolii i nowe bieguny przyciągania

Obraz nie jest jednak jednolicie pesymistyczny. W sąsiedztwie największych miast – Warszawy, Krakowa, Wrocławia, Poznania, Gdańska czy Rzeszowa – przybywa ludności mimo ogólnego ujemnego przyrostu naturalnego. Dzieje się tak dzięki migracji wewnętrznej młodych rodzin poszukujących tańszego mieszkania, dostępu do nowoczesnej infrastruktury i miejsc pracy w zasięgu codziennych dojazdów. Efekt „corony belt” („korony” wokół metropolii) to nie tylko fenomen mazowiecki; dodatnie saldo migracji przekraczające 30 na 1000 mieszkańców odnotowują gminy takie jak Kleszczówka pod Krakowem, Żórawina koło Wrocławia czy Dopiewo w Wielkopolsce.

Wzrost demograficzny obserwuje się też w części gmin południowej Małopolski i Podkarpacia, gdzie tradycyjnie wyższa dzietność łączy się z powrotem emigrantów z zagranicy. Choć wskaźniki przyrostu naturalnego pozostają tam nadal nieznacznie ujemne, skala napływu osiedleńczego pozwala utrzymać stabilną lub rosnącą liczbę mieszkańców. Nie bez znaczenia jest także napływ cudzoziemców: według szacunków Ministerstwa Spraw Wewnętrznych na koniec 2023 r. ważne zezwolenia na pobyt posiadało w Polsce ponad 1,3 mln obcokrajowców, z czego połowa mieszka w województwach mazowieckim, małopolskim i dolnośląskim.

Konsekwencje gospodarcze i społeczne demograficznych kontrastów

Nierównomierna dystrybucja ludności oznacza, że część samorządów staje przed widmem nadmiaru pustych łóżek w szkołach, a inne muszą w ekspresowym tempie rozbudowywać placówki oświatowe. Wyludniające się gminy borykają się z kurczącą bazą podatkową oraz trudnościami w utrzymaniu infrastruktury – od wodociągów po domy kultury. Z kolei obszary szybko rosnące doświadczają spiętrzenia ruchu drogowego, wzrostu cen mieszkań i presji na tereny zielone.

Rynek pracy odzwierciedla te same dysproporcje. W regionach peryferyjnych pojawia się deficyt specjalistów, zamykane są kolejne sklepiki i punkty usługowe, a brak transportu publicznego utrudnia seniorom dostęp do lekarza. Tymczasem w metropoliach rośnie rywalizacja o wykwalifikowane kadry i powierzchnie biurowe. Według Polskiego Instytutu Ekonomicznego utrzymanie obecnych trendów może do 2040 r. obniżyć regionalny PKB w najsłabszych powiatach nawet o 15%, podczas gdy silne ośrodki mogą zyskać dodatkowe 10 – 12%.

Co dalej? Scenariusze i rekomendacje dla samorządów

Eksperci demografii wskazują, że żadna gmina nie jest skazana na bierne przyglądanie się statystykom. Kluczowe elementy strategii to rozwijanie transportu zbiorowego łączącego peryferia z rynkiem pracy, aktywna polityka mieszkaniowa sprzyjająca rodzinom, a także tworzenie lokalnych ekosystemów przedsiębiorczości. Wyludniające się gminy, które zainwestowały w szerokopasmowy internet i strefy coworkingowe, przyciągają pracowników zdalnych – przykład gminy Izabelin pod Warszawą czy Lanckorona w Małopolsce pokazuje, że przy odpowiednim wsparciu możliwe jest generowanie nowych miejsc pracy bez masowych dojazdów.

Coraz większą rolę będzie też odgrywać koordynacja polityk publicznych w skali ponadlokalnej. Tam, gdzie liczba uczniów spada poniżej progu opłacalności utrzymania szkoły, sąsiednie gminy mogą wspólnie finansować placówki lub uruchamiać centra usług wspólnych. Z kolei w strefach szybkiego wzrostu konieczne jest planowanie przestrzenne ograniczające rozlewanie się zabudowy oraz rozbudowa sieci kolejowej, aby uniknąć paraliżu komunikacyjnego. Wreszcie, niezbędne jest systematyczne monitorowanie przepływów migracyjnych, w tym rosnącej migracji zagranicznej, żeby na bieżąco dostosowywać ofertę edukacyjną, zdrowotną i mieszkaniową do realnej, a nie historycznej liczby mieszkańców.