Rosnące rachunki za ogrzewanie sprawiły, że w połowie sezonu grzewczego wielu Polaków ponownie ruszyło po opał. Największe zaskoczenie czeka ich przy kasie – drewno kominkowe, dotąd uważane za względnie stabilny energetyk, drożeje szybciej, niż przewidywali analitycy rynku biomasy. Zjawisko nie jest odosobnione: podobne tendencje raportują skandynawskie, niemieckie i czeskie służby leśne, wskazując na kombinację surowych mrozów, drogiego pelletu i ograniczonej podaży drewna sezonowanego. Poniżej przyglądamy się, ile obecnie kosztuje opał w najpopularniejszych kanałach sprzedaży, co napędza wzrost cen i jak rozsądnie zaplanować zakupy na kolejną zimę.
Drewno z Lasów Państwowych: niska cena, wysoki nakład własny
Zamówienia bezpośrednio w regionalnych nadleśnictwach przyciągają przede wszystkim najniższą stawką za metr przestrzenny. Według opublikowanych w styczniu cenników drewno liściaste kosztuje średnio 160–270 zł/mp, a iglaste 140–190 zł/mp. Różnice pomiędzy poszczególnymi dystryktami są spore, ponieważ lokalne nadleśnictwa stosują własne tabele bonifikaty dla mieszkańców gmin leśnych oraz zróżnicowane dopłaty transportowe. Warto pamiętać, że surowiec z wycinki jest najczęściej mokry (wilgotność 45–55%), przez co do efektywnego palenia musi schnąć co najmniej osiem–dwanaście miesięcy. Dla gospodarstw potrzebujących opału „od ręki” ten wariant sprawdzi się tylko wtedy, gdy równolegle dysponują starszym zapasem sezonowanego drewna.
Market budowlany: wygoda kontra koszt i jakość
Sieci DIY i hipermarkety budowlane plasują drewno w segmencie produktów impulsowych – paleta czy worek mają być gotowe do spalenia zaraz po przywiezieniu do domu. Za opakowanie 12–15 dm³ brzozy lub olszy płaci się dziś 20–24 zł, co przy przeliczeniu na metr przestrzenny daje nawet 780–900 zł. Wersje premium – buk lub dąb w workach 40 l – kosztują 38–45 zł, a pełna paleta (ok. 450 kg) 620–680 zł. Kusząca logistyka (suchy towar, łatwy załadunek) ma jednak swoje pułapki: kontrole Inspekcji Handlowej wykazały, że wilgotność drewna deklarowanego jako „suche” przekraczała miejscami 25%, a część paczek zawierała krzyżulce z rdzeniem zasiedlonym przez owady. Rezultat to niższa wartość opałowa i ryzyko szybszego smolenia przewodów kominowych.
Prywatne składy i sprzedaż bezpośrednia: szeroki wachlarz ofert
Lokalni producenci oraz składy opału operują najszerszym wachlarzem gatunków: od najtańszej sosny, przez średniopółkową brzozę, po topowy grab czy jesion. W lutym 2026 r. za sezonowany dąb trzeba zapłacić średnio 520–650 zł/m³, za buk 480–600 zł/m³, za brzozę 400–460 zł/m³, a za iglaste 330–420 zł/m³. Cennik podbija przede wszystkim koszty suszenia – współspalanie z odpadami tartacznymi staje się droższe, odkąd wprowadzono wyższe opłaty za emisję CO₂ w małych kotłowniach przemysłowych. W odróżnieniu od sieciowych marketów prywatne składy umożliwiają jednak wgląd w faktyczną wilgotność through pomiar elektronowy, a niektórzy sprzedawcy oferują certyfikaty FSC i PEFC, co doceniają klienci zwracający uwagę na zrównoważoną gospodarkę leśną.
Co napędza falę podwyżek?
Analitycy Polskiego Stowarzyszenia Biomasy wskazują na kilka jednoczesnych czynników. Po pierwsze, mroźna zima wymusiła większe zużycie zapasów, a gospodarstwa domowe wcześniej przestawione na pellet wróciły do drewna, gdy ceny granulatu przekroczyły 2000 zł/t. Po drugie, w 2025 r. gwałtownie spadła podaż tzw. drewna z cięć sanitarnych – gradacja kornika drukarza w środkowej Europie wyhamowała, co zmniejszyło masę drewna zalegającą na rynku. Po trzecie, koszty logistyki wzrosły średnio o 18% w porównaniu z ubiegłym rokiem, głównie z powodu wyższych stawek frachtu i ograniczenia dostępności kierowców posiadających uprawnienia ADR dla przewozu paliw alternatywnych. Wreszcie, rosnące ceny uprawnień do emisji CO₂ skłaniają przemysł płyt drewnopochodnych do intensywniejszego wykupu frakcji tartacznej, konkurując bezpośrednio z rynkiem opałowym.
Jak kupować opał w 2026 roku, by nie przepłacić
Eksperci rekomendują, aby pierwsze zamówienia realizować już wiosną, kiedy rynek powoli nasyca się drewnem pozyskanym zimą, a popyt ze strony odbiorców indywidualnych spada. Optymalne parametry to wilgotność poniżej 20% oraz gęstość powyżej 600 kg/m³ – te wartości gwarantują wysoką kaloryczność i równomierne spalanie. Warto zestawić oferty kilku składów, zwłaszcza że koszt dowozu bywa zbliżony do 10–15% wartości towaru. Właściciele kominków z zamkniętą komorą spalania powinni wybierać twarde liściaste (buk, grab, jesion), a miękkie iglaste rezerwować jedynie do rozpalania. Osoby dysponujące ograniczonym miejscem składowania mogą rozważyć tzw. briquetting – sprasowane kostki z trocin bukowych są o 25–30% droższe od drewna w metrach, ale zajmują ponad połowę mniej przestrzeni i mają normatywną wilgotność 8–10%.