Kominek to dla wielu domowników przede wszystkim źródło przytulnej atmosfery, lecz w czasach rosnących cen energii coraz częściej staje się pełnoprawnym elementem systemu grzewczego. Gdy ogień ma płonąć niemal codziennie, zapotrzebowanie na opał liczone jest już nie w workach, lecz w całych metrach sześciennych. Najwygodniej byłoby zamówić drewno pocięte, połupane i sezonowane, jednak taki komfort potrafi kosztować ponad 700 zł za metr. Jeżeli dysponujesz czasem, podstawowym sprzętem i odrobiną kondycji, istnieje sposób, by zejść z ceny nawet do jednej szóstej tej kwoty: samodzielne pozyskanie drewna w ramach tak zwanego samowyrobu.
Leśne ABC: kto i kiedy może pozyskiwać drewno samodzielnie
W Polsce zdecydowaną większością lasów gospodarują Lasy Państwowe, a zasady udostępniania drewna reguluje ustawa o lasach, wewnętrzne instrukcje nadleśnictw oraz plan urządzenia lasu przygotowywany na dziesięcioletnie okresy. Samowyrób obejmuje wyłącznie surowiec pozostający po zakończonych cięciach gospodarczych – to drobnica gałęziowa (klasa M2) i tak zwana grubizna opałowa (klasa S4), której parametry uniemożliwiają sprzedaż jako pełnowartościowy materiał przemysłowy. Kluczowe jest, że osoba prywatna nie ścina drzew na pniu; korzysta jedynie z tego, co leśnicy już powalili i pocięli na krótsze odcinki. Dzięki temu proces nie wpływa negatywnie na zrównoważoną gospodarkę leśną, a równocześnie pozwala usunąć gałęzie utrudniające odnowienia i prace agrotechniczne.
Ile naprawdę kosztuje metr sześcienny opału z samowyrobu
Oficjalne cenniki różnią się między nadleśnictwami, ale najczęściej stawki mieszczą się między 80 a 110 zł za metr surowca klasy S4 oraz około 50 zł za metr drobnicy. Dla porównania, drewno kominkowe kupowane w formie gotowych szczap to dziś wydatek 650–900 zł/m³, zależnie od gatunku i wilgotności. Niektóre regionalne dyrekcje Lasów Państwowych wprowadzają limity roczne – zwykle od 5 do 15 m³ na gospodarstwo – aby zapewnić równy dostęp dla wszystkich chętnych. Nawet przy najwyższej stawce i maksymalnym wykorzystaniu limitu oszczędności liczone w skali sezonu grzewczego mogą przekroczyć kilka tysięcy złotych.
Procedura krok po kroku – od biura nadleśnictwa po wywóz drewna
1. Kontakt z leśniczym. Zgłaszasz chęć udziału w samowyrobie, a leśniczy wskazuje wydzielone powierzchnie, sortyment oraz termin zakończenia prac.
2. Szkolenie BHP i podpisanie zgody. Przed wejściem do pracy musisz przejść krótką odprawę dotyczącą bezpieczeństwa, ochrony przeciwpożarowej i zasad ochrony przyrody.
3. Prace w lesie. Uprawniona osoba rozkłada gałęzie, docina kloce do długości transportowej i układa je w równych stosach. Do obsługi pilarki spalinowej wymagane jest świadectwo ukończenia kursu drwala–operatora.
4. Odbiór i pomiar. Leśniczy mierzy objętość metry przestrzenne stosowe (mp) i sporządza dokument sprzedaży.
5. Płatność i wywóz. Masz najczęściej dwa tygodnie na uregulowanie należności oraz uzgodnienie terminu wyprowadzenia drewna z lasu. Dopiero po przewiezieniu na własną posesję surowiec docina się do finalnego rozmiaru i rozpoczyna sezonowanie, które – w zależności od gatunku – powinno trwać od 12 do 24 miesięcy.
Bezpieczeństwo i sprzęt: czego wymagają nadleśnictwa
Praca pilarką spalinową w terenie leśnym należy do najbardziej wypadkogennych zajęć, dlatego nadleśnictwa kładą nacisk na odpowiednie kwalifikacje i wyposażenie. Minimalny komplet obejmuje kask z przyłbicą i ochronnikami słuchu, spodnie lub nagolenniki z wkładką przeciwprzecięciową, rękawice antywibracyjne oraz buty z osłoną stalową. Pilarka musi posiadać sprawny hamulec łańcucha, a jej obsługa wymaga przeglądu przed każdym użyciem. Osoby bez uprawnień mogą realizować samowyrób wyłącznie przy udziale licencjonowanego pilarza lub ograniczyć się do drobnicy, która nie wymaga cięcia mechanicznego.
Sezonowanie i optymalizacja wartości opałowej
Świeżo pozyskane drewno zawiera nawet 50 proc. wody, a spalanie takiego surowca oznacza straty energii i nadmierną emisję dymu. Aby osiągnąć wilgotność poniżej 20 proc., kloce należy ułożyć w przewiewnym miejscu, zabezpieczyć od góry przed deszczem i pozostawić na co najmniej dwa sezony. Najszybciej schnie olcha i brzoza, nieco dłużej buk, jeszcze więcej czasu potrzebuje dąb. Dobrze dobrana wentylacja składu potrafi skrócić proces o kilka miesięcy i podnieść wartość opałową nawet o 30 proc., co w praktyce oznacza, że z jednej szczapki uzyskasz więcej ciepła, a komin pozostanie czystszy.
Kiedy samowyrób się nie opłaca
Jeżeli mieszkasz daleko od kompleksów leśnych, nie dysponujesz odpowiednim sprzętem lub Twoje obowiązki zawodowe uniemożliwiają ci kilku wyjazdów do lasu, rachunek ekonomiczny może się odwrócić. Do ceny zakupu drewna w samowyrobie dolicz wtedy koszt paliwa do pilarki, amortyzację sprzętu, transport oraz – co często pomijane – własny czas. W takich sytuacjach rozsądniejszą opcją może okazać się zamówienie gotowych szczap od lokalnego dystrybutora, szczególnie wtedy, gdy oferuje on drewno już odpowiednio wysuszone.
Dlaczego nadleśnictwa promują samowyrób
Oprócz oczywistych korzyści dla właścicieli kominków, samowyrób służy także gospodarce leśnej. Uprzątnięcie gałęzi poprawia warunki dla odnowienia drzewostanu, zmniejsza ryzyko rozprzestrzeniania się szkodników i ogranicza zagrożenie pożarowe. Dzięki zaangażowaniu prywatnych osób leśnicy redukują koszty sprzątania powierzchni pozrębowych, a drewno, które trafiłoby na przemiał lub pozostało w lesie, zamienia się w pełnowartościowe źródło ciepła. Krótko mówiąc, samowyrób to program, w którym wygrywają obie strony: użytkownicy uzyskują tańszy opał, a lasy – lepsze warunki do regeneracji.