Jeszcze dwa lata temu pellet jawił się jako spokojna przystań dla gospodarstw, które porzuciły węgiel. Dziś towarem deficytowym jest nie tylko wysokiej jakości granulat drzewny, lecz także trociny potrzebne do jego produkcji. Wobec cen przekraczających 2000 zł za tonę i dostaw odkładanych tygodniami, tysiące rodzin postanowiły poszukać opału tam, gdzie do tej pory widziały… paszę dla zwierząt, resztki z pola albo drewniany żwirek dla kota.

Zimowa gorączka opału: opowieść z podlaskiej wsi

Pan Rafał z gminy Michałowo zainwestował w kocioł na pellet w 2020 r., licząc na stabilne rachunki i czystszą kotłownię. W sezonie 2021/2022 za ogrzanie 150-metrowego domu płacił ok. 3600 zł. Minionej jesieni, gdy hurtownie wystawiły cenę 2300 zł za tonę, a zapisać trzeba się było z miesięcznym wyprzedzeniem, zdecydował się na eksperyment. Na próbę wsypał do zasobnika 200 kg owsa kupionego od sąsiada-rolnika po 720 zł za tonę. Po kilku dniach obserwacji okazało się, że zużycie paliwa wzrosło o niespełna 10%, ale rachunek i tak był o jedną trzecią niższy. Dziś miesza owies z 20% kukurydzy, by podnieść kaloryczność i uniknąć zbyt dużej ilości popiołu. „Zyskałem nie tylko niższą cenę, lecz także pewność, że opał mam tuż za płotem” – mówi. Podlaski przykład nie jest odosobniony; podobne relacje spływają z Mazur, Lubelszczyzny i Śląska.

Ceny ponad zdrowym rozsądkiem: co dzieje się na rynku pelletu

Jeszcze w 2019 r. tona pelletu kosztowała średnio 850 zł. W połowie 2022 r., po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, zakłady utraciły dostawy tanich zrębków ze wschodu, a jednocześnie skokowo wzrosły opłaty za energię elektryczną, którą pochłania suszenie surowca. Efekt? Notowania w hurcie przebiły 2000 zł, a w niektórych sklepach detalicznych pojawiły się etykiety z ceną 2600 zł. Z danych Polskiej Rady Pelletu wynika, że krajowa produkcja spadła w 2023 r. o ok. 12%, podczas gdy liczba zainstalowanych kotłów wzrosła o 16%. Dysproporcja popytu i podaży napędzała spekulację, a firmy montujące kotły zaczęły ostrzegać klientów, że w sezonie może zabraknąć towaru. W takich warunkach nawet owies wyceniany na 700–900 zł za tonę czy kukurydza po 1100 zł stają się atrakcyjną alternatywą.

Owies, kukurydza, pestki owoców – parametry, kaloryczność, emisje

Kluczowym wskaźnikiem pozostaje wartość opałowa. Pellet drzewny dobrej jakości dostarcza średnio 4,8 kWh z kilograma. Owies plasuje się niżej – ok. 4,2 kWh/kg – lecz zawiera krzemionkę, która działa jak naturalny środek czyszczący palnik. Kukurydza może osiągać 4,5 kWh/kg, ale jej wysoki udział tłuszczów prowadzi do zlepiania się popiołu i powstawania spieków. Na rynku pojawiają się również pelety z łusek słonecznika, pestek wiśni czy łodyg miskanta. Mają one podobną lub wyższą kaloryczność niż pellet sosnowy, jednak charakteryzują się większą zawartością popiołu (nawet 4% masy) i wyższą temperaturą topnienia popiołu, co wymaga dokładniejszej regulacji podajnika i częstszego czyszczenia wymiennika.

Sprzęt pod presją: konsekwencje spalania nietypowej biomasy

Producenci kotłów przypominają, że niemal każdy kocioł klasy 5. lub z certyfikatem EcoDesign został przebadany wyłącznie pod kątem pelletu drzewnego ENplus A1. Spalanie ziarna lub agropelletu może skutkować utratą gwarancji, a w skrajnych przypadkach doprowadzić do szybszej korozji wymiennika, zapieczenia ślimaka czy awarii zapalarki. Ryzyko rośnie zwłaszcza przy paliwach o wyższym stopniu wilgotności niż nominalne 10%. Użytkownicy radzą sobie, instalując dodatkowe mieszadła i podajniki ślimakowe o grubszym gwincie, a niektórzy montują ceramiczne ruszty, które ograniczają spiekanie. Serwisanci przyznają jednak, że przy zachowaniu ostrożności i regularnym usuwaniu popiołu, spalanie owsa lub kukurydzy w proporcji do 30% mieszanki rzadko powoduje poważne uszkodzenia.

Spoglądając poza granice: doświadczenia Wielkiej Brytanii i Skandynawii

Zimą 2022/2023 r. podobny kryzys dotknął właścicieli kotłów na wyspach. Z danych brytyjskiego stowarzyszenia Biomass Heat Works wynika, że sprzedaż pelletu spadła tam o 17%, a w grupach dyskusyjnych pojawiły się setki wpisów o stosowaniu drewnianego żwirku dla kotów jako paliwa zastępczego. Granulat ten, powstający z prasowanych trocin z miękkiego drewna, spełnia większość parametrów pelletu opałowego, choć nie posiada certyfikatu jakości. W Norwegii natomiast popularność zyskały pelety z kory i zrębków torrefikowanych, czyli poddanych obróbce termicznej, co podnosi ich kaloryczność do ponad 5,5 kWh/kg. Przykłady te pokazują, że elastyczność w doborze paliw może ograniczyć skutki nagłych zawirowań rynkowych, o ile użytkownicy są świadomi ograniczeń technicznych swoich instalacji.

Perspektywy na kolejne sezony

Eksperci z Politechniki Łódzkiej prognozują, że zapotrzebowanie na pellet w Polsce będzie rosło o ok. 8% rocznie do 2027 r., głównie dzięki programom wymiany „kopciuchów”. Niedobór surowca może więc potrwać, zwłaszcza jeśli podaż trocin nadal będzie ograniczona przez spowolnienie w branży meblarskiej i wysokie ceny energii. Rządowe dopłaty do magazynowania biomasy oraz inwestycje w szybkorosnące uprawy energetyczne mogłyby ustabilizować rynek, jednak wymagają wieloletniego planowania. Dla gospodarstw indywidualnych najpewniejszą strategią pozostaje dywersyfikacja – zakup pelletu poza sezonem, utrzymywanie kontaktów z lokalnymi rolnikami i stopniowa termomodernizacja budynków, dzięki której zapotrzebowanie na ciepło spada o 20–40%. Niezależnie od wybranej ścieżki, sezon 2023/2024 stał się lekcją, że w świecie biomasy elastyczność i wiedza techniczna bywają równie cenne jak tonę doskonałego pelletu.