Kominek, mimo prostej konstrukcji, pracuje w ekstremalnych warunkach termicznych i chemicznych. Temperatury w palenisku przekraczają 700 °C, powierzchnie metalowe rozszerzają się i kurczą, a cząsteczki sadzy oraz kwasów korozyjnych osadzają się na elementach stalowych i ceramicznych. Taka mieszanka powoduje, że nawet drobna usterka w krótkim czasie potrafi urosnąć do kosztownego problemu. Poniżej omawiamy najczęstsze awarie spotykane przez serwisantów w Polsce, podajemy orientacyjne koszty napraw i podpowiadamy, jak przedłużyć żywotność domowego paleniska.
Pęknięcie przeszklenia – dlaczego szkło nie wybacza błędów
Szyba kominkowa wykonana jest zazwyczaj ze szkła ceramicznego odpornego na temperaturę rzędu 750–800 °C. Jego wrogami są jednak gwałtowne skoki temperatury oraz punktowe naprężenia. Użytkownicy często wrzucają drewno, które przypadkowo uderza w rozgrzaną taflę, lub dolewają wodę w celu „przygaszenia” płomieni – obie czynności drastycznie obniżają temperaturę lokalnie, tworząc mikropęknięcia. Typowym objawem zbliżającej się awarii jest subtelna rysa w formie półksiężyca, która z każdym rozpaleniem szybko się wydłuża.
Wkłady z niewielkim przeszkleniem (350–400 mm) wymagają zwykle szkła o wartości 200–350 zł, podczas gdy panoramiczne formaty spotykane w nowoczesnych salonach nierzadko kosztują 800–1200 zł. Do tego należy doliczyć demontaż starych drzwiczek, wyczyszczenie kanału dociskowego i ponowne wyregulowanie zawiasów – serwisanci wyceniają tę część pracy na 150–300 zł.
Aby ograniczyć ryzyko pęknięcia, warto:
• korzystać z drewna o wilgotności poniżej 20%, • utrzymywać stały dopływ powietrza, by szkło nagrzewało się równomiernie, • raz do roku sprawdzać luz zawiasów – nawet milimetrowe przekoszenie ramki powoduje punktowy nacisk na taflę, skracając jej żywotność.
Deflektor pod ostrzałem ognia – kiedy wymiana jest nieunikniona
Deflektor, zwany też płytą dymną, zawraca gorące spaliny, wydłużając ich drogę do przewodu kominowego i pozwalając na dopalenie cząstek palnych. Element ten produkuje się z szamotu, stali lub ceramiki mineralnej. Każdy z materiałów starzeje się inaczej: szamot może się wykruszać, stal odkształca się jak łuk, a ceramika potrafi ulec pęknięciu wzdłuż linii naprężeń. Objawami zużycia są:
• intensywne dymienie przy rozpalaniu, • wyraźnie niższa temperatura spalin mierzona na czopuchu, • czarny nalot na szybie mimo suchego drewna.
W zależności od rozmiaru komory koszt nowego deflektora waha się od 180 zł (małe paleniska wolnostojące) do 800 zł (wielkoformatowe wkłady narożne). Montaż bywa czasochłonny, bo wymaga rozebrania górnej izolacji i uszczelnienia spoin sznurem ceramicznym – serwis najczęściej żąda 120–250 zł. Przeciąganie wymiany zmniejsza sprawność o nawet 15%, co bezpośrednio zwiększa zużycie opału i przyspiesza zatykanie przewodu sadzą.
Zaleca się kontrolować stan deflektora co dwa lata lub częściej, jeżeli kominek pracuje jako główne źródło ciepła.
Uszczelki drzwiowe – mały detal, duże ryzyko
Sznur z włókna szklanego umieszczony w ramce drzwiczek odpowiada za szczelność paleniska. Wysoka temperatura oraz smoliste frakcje kondensujące się na jego powierzchni powodują, że po 3–4 sezonach gąbczasta struktura zamienia się w twardy, kruchy pierścień. Objawy nieszczelności to charakterystyczne pulsowanie płomienia, szybsze zużycie powietrza z pomieszczenia i ciemny osad na szybie tuż po rozpaleniu.
Komplet uszczelek dla większości wkładów to wydatek 25–60 zł. Wymiana nie jest skomplikowana, lecz wymaga dokładnego oczyszczenia rowka i docięcia sznura pod odpowiednim kątem. Profesjonalny montaż kosztuje 100–180 zł i zwykle obejmuje kalibrację docisku klamki. Warto pamiętać, że nieszczelne drzwiczki podnoszą temperaturę w górnej partii paleniska nawet o 100 °C, co znacznie skraca żywotność deflektora i może doprowadzić do odbarwienia ramy.
Sadza i kreozot – cichy wróg sprawnego ciągu
Niedostateczna temperatura spalania, wilgotny opał lub ograniczony dopływ powietrza tworzą idealne warunki do kondensacji lotnych związków organicznych. Powstały osad – kreozot – jest łatwopalny i działa korozyjnie na stalowe przewody. Prawo budowlane nakłada obowiązek czyszczenia przewodów dymowych od urządzeń na paliwo stałe cztery razy w roku, jednak w praktyce wielu właścicieli ogranicza się do jednego wizyty kominiarza.
Mechaniczne usunięcie sadzy z paleniska i czopucha to koszt 120–200 zł, natomiast rotacyjne frezowanie komina w celu zdarcia zalegającego kreozotu potrafi sięgnąć 400–700 zł. Gdy osad narasta, spada przekrój czynny kanału, pojawia się cofanie dymu do wnętrza i ryzyko zapłonu w przewodzie.
Najlepszą profilaktyką jest:
• spalanie drewna sezonowanego minimum 18 miesięcy, • utrzymywanie temperatury spalin powyżej 150 °C w fazie pracy nominalnej, • kontrola ciągu kominowego anemometrem przy każdej corocznej konserwacji.
Korozja elementów stalowych i rusztu – problem, który startuje od popiołu
Wilgoć z niedosuszonego drewna łączy się z popiołem, tworząc lekko zasadowy roztwór przyspieszający korozję rusztu i dolnej misy. W starszych wkładach widać ją jako brunatne pęcherze farby lub zwęglenie stali z ostrymi krawędziami. Jeżeli grubość płyty nośnej uszczupli się o ponad 30%, serwisanci zalecają wymianę, która w typowych modelach kosztuje 250–500 zł. Wkłady stalowo–szamotowe wyposażone są w ruszt kładziony „luzem”, więc sama część to 80–150 zł.
Aby ograniczyć zjawisko, należy regularnie usuwać popiół – im dłużej wilgotny popiół pozostaje w komorze, tym szybciej inicjuje rdzewienie. Dodatkowo stosowanie wkładek ze stali nierdzewnej lub żeliwnych płyt wymiennych przedłuża żywotność całej konstrukcji.