Jeszcze rok temu zakupy opału były rutynowym elementem przygotowań do sezonu grzewczego. Dziś wielu właścicieli domów jednorodzinnych traktuje je jak wyprawę wysokiego ryzyka, w której stawką jest komfort zimą i płynność domowego budżetu. Niedobór pelletu drzewnego w krajowych składach i gwałtowne podwyżki cen skłoniły tysiące Polaków do regularnych wyjazdów do Niemiec i Czech, gdzie ten sam produkt bywa znacząco tańszy i łatwiej dostępny. Zjawisko to stało się jednym z najbardziej jaskrawych symboli szerszego kryzysu energetycznego, w którym gospodarstwa domowe znalazły się na pierwszej linii.
Rozgrzane parkingi przy granicy – obraz masowych zakupów po drugiej stronie Odry
Stacje benzynowe i przygraniczne markety w Saksonii czy na Dolnym Śląsku przypominają dziś prowizoryczne centra dystrybucji opału. Samochody z polskimi tablicami rejestracyjnymi ustawiają się w długich szeregach, a w bagażnikach i na przyczepkach lądują dziesiątki worków pelletu. Sprzedawcy mówią wprost: w niektóre weekendy Polacy odpowiadają za większość całej sprzedaży granulatu. Według szacunków firm logistycznych średni jednorazowy transport wynosi od 600 kg do ponad tony, co popycha wielu kierowców do wynajmowania busów lub łączenia się w sąsiedzkie kooperatywy.
Statystyki Głównego Urzędu Statystycznego, zebrane na przełomie listopada i grudnia 2023 r., potwierdzają, że import pelletu w gospodarstwach domowych wzrósł w ujęciu rok do roku o ponad 40%. Wąskie gardło polskiego rynku widać też w wyszukiwarkach – fraza „pellet Niemcy cena” od miesięcy utrzymuje się w czołówce zapytań dotyczących ogrzewania. Ta spontaniczna turystyka opałowa jest reakcją na realne różnice: w pierwszym kwartale roku tona pelletu w niemieckim hurtowym łańcuchu dostaw kosztowała przeciętnie 280–320 euro, podczas gdy w Polsce ceny detaliczne potrafiły przekroczyć 2 700 zł.
Dlaczego za Zachodnią granicą bywa taniej? Wielowarstwowa układanka czynników
Na pierwszy plan wysuwają się koszty surowca i energii. W Niemczech znaczną część zapotrzebowania pokrywa lokalny przemysł drzewny, który od lat rozwija zintegrowane linie produkcyjne: resztki tartaczne, zrębki i trociny przerabiane są na pellet praktycznie bez opuszczania zakładu. W Polsce takie zamknięte łańcuchy dostaw dopiero się tworzą, a producenci nierzadko muszą kupować surowiec po rynkowych, coraz wyższych stawkach.
Kolejnym elementem jest długoterminowa strategia magazynowania. Niemieckie przedsiębiorstwa, zachęcane ulgami podatkowymi i niskooprocentowanymi kredytami KfW, budują duże terminale składowe, co minimalizuje skutki sezonowych skoków popytu. W Polsce rynek opiera się głównie na mniejszych podmiotach, które przy nagłych wzrostach kosztów energii elektrycznej i transportu ograniczają lub wstrzymują produkcję, zamiast akumulować zapasy.
Nie bez znaczenia jest także europejski handel emisjami CO₂. Instalacje wytwarzające pellet w Niemczech częściej korzystają z zielonych certyfikatów i ulg dla odnawialnych źródeł energii, co obniża ich jednostkowe koszty wytworzenia. Polskie firmy, działające w bardziej niestabilnym otoczeniu regulacyjnym, przenoszą ryzyko cenowe na finalnego odbiorcę. Efekt kuli śnieżnej potęguje rosnący eksport – krajowi producenci kierują część wolumenu na zachodnie rynki, gdzie kontrakty długoterminowe gwarantują im wyższe i bardziej przewidywalne marże.
Wpływ drogiego pelletu na codzienne życie i struktury wydatków gospodarstw domowych
Dla rodziny ogrzewającej dom jednorodzinny średniej wielkości różnica rzędu 600–800 zł za tonę przekłada się na kilka tysięcy złotych w skali sezonu. W ankiecie przeprowadzonej przez Instytut Badań Strukturalnych 58% respondentów przyznało, że w ostatnim roku ograniczyło wydatki na rekreację lub odłożyło planowany remont właśnie z powodu wyższych kosztów ogrzewania. Co czwarty badany zrezygnował z utrzymywania w domu temperatury powyżej 20°C, a blisko 12% wskazało, że spędza większość dnia w jednym, dogrzewanym pomieszczeniu.
Ekonomiści zwracają uwagę na rosnące ryzyko tzw. ubóstwa energetycznego. Definicja, przyjęta przez Komisję Europejską, odnosi się do sytuacji, w której rachunki za energię przekraczają 10% dochodów gospodarstwa. W 2021 r. problem ten dotyczył ok. 11% polskich rodzin, ale według szacunków Forum Energii wskaźnik mógł wzrosnąć już do 15–16% na skutek perturbacji na rynku pelletu i węgla. Konsekwencje są wielowymiarowe: od pogorszenia stanu zdrowia (zwiększona zachorowalność na choroby układu oddechowego) po obniżenie wyników w nauce dzieci, które trudniej skoncentrować się w wychłodzonych pomieszczeniach.
Scenariusze na kolejne sezony – co mogą zrobić państwo, branża i konsumenci?
Eksperci podkreślają, że rozwój krajowej produkcji pelletu opartej na odpadach z przemysłu drzewnego to krok konieczny, lecz niewystarczający. Kluczowe będzie stworzenie stabilnych ram prawnych: jasnych zasad wsparcia dla technologii niskoemisyjnych, przewidywalnych stawek podatkowych oraz systemu monitorowania marż w handlu detalicznym. Rozważane są także mechanizmy buforowe, takie jak strategiczne rezerwy pelletu prowadzone przez Agencję Rezerw Strategicznych – rozwiązanie wzorowane na składach gazu, które pomagały złagodzić ubiegłoroczne szoki cenowe w Europie Zachodniej.
Po stronie użytkowników rośnie zainteresowanie hybrydowymi systemami grzewczymi. Połączenie kotła na pellet z niewielką pompą ciepła lub panelami fotowoltaicznymi pozwala częściowo uniezależnić się od wahań cen jednego paliwa. Według danych Polskiej Organizacji Rozwoju Technologii Pomp Ciepła sprzedaż małych powietrznych jednostek typu monoblok wzrosła w 2023 r. o ponad 90 % rok do roku. Rozszerzenie programu „Czyste Powietrze” o dodatkowe dopłaty dla już zainstalowanych kotłów ma natomiast zachęcić do modernizacji starszych, mniej wydajnych instalacji.
Krótko- i średnioterminowy potencjał tkwi również w lepszym zarządzaniu zużyciem energii. Inteligentne termostaty, czujniki otwartych okien czy analityka zużycia w aplikacjach mobilnych mogą przynieść od 10% do 20% oszczędności, co w praktyce równoważy część ostatnich podwyżek ceny pelletu. Połączenie wysiłków legislacyjnych, inwestycji w krajowy łańcuch dostaw i świadomych wyborów konsumenckich daje realną szansę, by kolejna zima nie kojarzyła się już z nerwowym odświeżaniem ofert składów opałowych za granicą.