Sezonowa restauracja na Pomorzu chciała uniezależnić się od rosnących cen energii, dlatego jej właściciel zdecydował się na instalację fotowoltaiczną o mocy 30 kW. Po wydaniu 160 tys. zł spodziewał się, że rachunki zimą – gdy lokal jest zamknięty – spadną do symbolicznych kwot. Zamiast tego w listopadzie i grudniu otrzymał fakturę na 2 800 zł, mimo że jego panele wyprodukowały ponad dwukrotnie więcej energii, niż potrzebował. Historia ta stała się pretekstem do analizy, dlaczego przy obecnych zasadach rozliczeń nadwyżki energii nie zawsze przekładają się na wymierne korzyści finansowe.
Od kalkulacji do rozczarowania: kronika jednej inwestycji
Przedsiębiorca zamówił dwa rzędy paneli ustawionych na gruncie za obiektem. Według wykonawcy instalacja miała generować około 32 000 kWh rocznie, co przy rocznym zużyciu restauracji rzędu 20 000 kWh sugerowało solidną nadwyżkę zapisaną na „wirtualnym koncie” prosumenta. W szczycie letniego sezonu układ chłodniczy, klimatyzacja i oświetlenie sali miały pracować niemal wyłącznie na energii ze słońca. Jesienią i zimą, gdy działalność ustaje, zużycie spada do kilkuset kilowatogodzin miesięcznie – głównie na podtrzymanie pracy jednej zamrażarki i systemu alarmowego.
Po pierwszym wysokim rachunku inwestor sprawdził licznik: w listopadzie–grudniu pobór wyniósł 404 kWh, natomiast do sieci trafiło 1 101 kWh. Problem ujawnił się na fakturze: zakład energetyczny wycenił oddaną energię na 0,40 zł/kWh (średnia cena miesięczna z Towarowej Giełdy Energii), natomiast pobraną – 6,91 zł/kWh brutto, łącznie z opłatami dystrybucyjnymi, mocowymi i VAT. Po potrąceniu 400 zł za sprzedaną energię pozostało do zapłaty 2 340 zł kosztów stałych i różnicy cen.
Net-billing zamiast net-meteringu: kluczowa zmiana reguł gry
Do 31 marca 2022 r. prosumenci w Polsce rozliczali się w systemie net-meteringu. Pozwalał on „odebrać” z sieci od 70 % do 80 % oddanej wcześniej energii w ciągu 12 miesięcy, a stawka pobrania była zbliżona do stawki sprzedaży. Od 1 kwietnia 2022 r. nowe instalacje weszły w system net-billingu, w którym prosument sprzedaje każdą kilowatogodzinę po cenie giełdowej, a kupuje po cenie taryfowej, znacznie wyższej i obciążonej dodatkowymi opłatami. Różnica między wartościami sprzedaży a zakupu jest rozliczana na koncie prosumenckim co miesiąc.
Dla użytkowników o niestabilnym profilu zużycia – takich jak pensjonaty, restauracje sezonowe czy domki letniskowe – oznacza to, że nadwyżki produkowane latem nie pokryją w pełni wysokich kosztów energii pobieranej zimą. Paradoksalnie więc im większa jest dysproporcja między sezonową produkcją a autokonsumpcją, tym mniejszy realny efekt oszczędnościowy.
Ta sama kilowatogodzina, inna wartość ekonomiczna
Dlaczego energia którą wprowadzamy do sieci jest wyceniana tak nisko? W rachunku końcowym mały przedsiębiorca płaci nie tylko za samą energię czynną, lecz także za opłatę dystrybucyjną, opłatę sieciową, mocową, kogeneracyjną, OZE oraz marżę sprzedawcy. Łączny koszt potrafi przekroczyć 1 zł/kWh nawet w taryfie G, a w taryfach biznesowych z rozliczeniem strefowym bywa kilkukrotnie wyższy w godzinach szczytu. Natomiast prosument, sprzedając nadwyżkę, otrzymuje wyłącznie cenę energii czynnej ustalaną według miesięcznej średniej notowań rynkowych – pozostałe składniki nie są mu zwracane.
W analizowanym przypadku różnica 6,51 zł na każdej kilowatogodzinie (6,91 zł – 0,40 zł) powiększyła rzeczywisty rachunek, mimo że produkcja przewyższyła zużycie. To pokazuje, że bez zwiększenia autokonsumpcji lub zmagazynowania nadwyżek finansowa atrakcyjność instalacji może gwałtownie spaść.
Jak odzyskać rentowność: możliwe strategie dla prosumentów biznesowych
Eksperci rynku energii wskazują trzy główne ścieżki poprawy opłacalności PV w segmencie MŚP. Po pierwsze, optymalizacja profilu zużycia – przesunięcie części procesów (np. mrożenia szokowego, zmywania czy ładowania wózków elektrycznych) na godziny silnego nasłonecznienia. Po drugie, inwestycja w magazyn energii. Akumulator litowo-jonowy o pojemności 20 kWh kosztuje dziś około 35 – 40 tys. zł netto, jednak pozwala zatrzymać nadwyżki i oddać je wieczorem, gdy ceny zakupu są najwyższe. Po trzecie, renegocjacja umów oraz wybór taryf dynamicznych, które od 2024 r. będą szerzej dostępne dla odbiorców do 100 kW – w ich ramach stawka godzinowa bywa czasem ujemna, co dla producentów PV może oznaczać dodatkowe przychody.
Warto również przeprowadzić audyt techniczny instalacji: kąt nachylenia, zacienienie czy sprawność falownika potrafią obniżyć produkcję o kilka procent rocznie. Dobrą praktyką jest też coroczna kalibracja licznika i analiza danych z portalu Operatora Systemu Dystrybucyjnego, by szybko wychwycić rozbieżności między produkcją, autokonsumpcją i sprzedażą.
Co powinien wiedzieć przyszły właściciel instalacji PV
Fotowoltaika w modelu prosumenckim nadal może przynosić znaczne oszczędności, jednak tylko wtedy, gdy projekt odpowiada faktycznemu profilowi zużycia energii danego podmiotu. Sezonowość działalności, poziom cen taryfowych, możliwość magazynowania i prognozy zużycia na kolejne kilkanaście lat powinny zostać uwzględnione w biznesplanie przed podjęciem decyzji inwestycyjnej. Kluczowe jest też uświadomienie sobie, że system net-billingu premiuje autokonsumpcję – statystycznie każde 10 % wzrostu zużycia energii „na bieżąco” skraca okres zwrotu z mikroinstalacji o 6 – 8 miesięcy.
Przypadek restauratora pokazuje, że sama nadprodukcja prądu nie jest gwarancją niskich rachunków. Ustalenie realnych parametrów ekonomicznych – w tym dynamiki cen energii i pełnej struktury opłat – powinno poprzedzać montaż paneli. Inaczej inwestorzy mogą zapłacić dwa razy: najpierw za instalację, a potem za prąd, którego w teorii mieli już nie kupować.