Zakup długich kłód opałowych kusi przede wszystkim niską ceną widoczną w cennikach tartaków i nadleśnictw. Różnica potrafi sięgać kilkuset złotych na każdym sezonie grzewczym, ale od samej ceny na fakturze do realnego zysku prowadzi długa droga. Trzeba uwzględnić pracochłonność cięcia, koszty sprzętu, miejsce do składowania oraz czas potrzebny na wyschnięcie drewna. Dopiero po zestawieniu tych czynników widać, kto rzeczywiście oszczędza, a kto – mimo korzystnej stawki za metr – dokłada do interesu.

Drewno metrowe: czy to się opłaca?

Handel drewnem opałowym operuje kilkoma jednostkami miary. Kłody o długości 1–2,5 m sprzedaje się zwykle w metrach sześciennych surowych (m³), podczas gdy już pocięte i ułożone szczapy liczy się w metrach przestrzennych ułożonych (mpu). To drobna, lecz kluczowa różnica: z jednego metra surowego po porąbaniu i ułożeniu zostaje przeciętnie 0,7–0,8 mpu, co odpowiada około 70–80% pierwotnej objętości. Jeśli więc porównujemy wyłącznie cenę „za metr”, łatwo przeszacować potencjalną korzyść.

Rzeczywista przewaga kłód nad gotowymi szczapami oscyluje zwykle między 25 a 45 %. W centralnej Polsce suchy buk lub grab w formie porąbanej kosztuje około 450 zł/mpu, podczas gdy drewno metrowe tych samych gatunków można kupić już za 280–330 zł/m³. Oszczędność szybko topnieje, gdy w rachunku pojawią się: paliwo i łańcuchy do pilarki (ok. 50 zł/m³), amortyzacja sprzętu (15–20 zł/m³) oraz ewentualna robocizna (nawet 80–120 zł/m³). W efekcie przewaga finansowa staje się wyraźna tylko dla tych, którzy dysponują własnym sprzętem i czasem.

Do kosztów prostych dochodzą jeszcze tzw. koszty komfortu. Gotowe, suche szczapy można spalić od razu, a drewno metrowe zamraża kapitał na minimum sezon grzewczy, by osiągnąć wilgotność poniżej 20%, uznawaną przez specjalistów za próg efektywnego spalania.

Jak przygotować i sezonować drewno opałowe

Proces obróbki zaczyna się od przetarcia kłód pilarką łańcuchową na odcinki odpowiadające wielkości paleniska – zazwyczaj 25–35 cm. Na każde 10 m³ kłód potrzeba średnio 6–8 godzin pracy przy pile i dodatkowe 8–10 godzin rąbania, jeśli używamy klasycznej siekiery. Rozłupywarka hydrauliczna skraca ten czas o połowę, ale sama kosztuje od 1500 zł wzwyż.

Świeżo rozłupane drewno powinno trafić do przewiewnego, zadaszonego miejsca. Najlepiej układać je na paletach lub listwach, by unieść szczapy 10–15 cm nad podłożem i ograniczyć ryzyko zawilgocenia od gruntu. Czoła polan powinny być skierowane na południe lub zachód, co przyspieszy naturalny obieg powietrza.

Czas sezonowania zależy od gatunku: sosna lub świerk osiągną 15–18% wilgotności w 9–12 miesięcy, podczas gdy gęstszy buk czy dąb potrzebują 18–24 miesięcy. Przekroczenie tego progu ma wymierne skutki energetyczne: wilgotne polano (30% H₂O) dostarcza około 1200 kWh ciepła z każdego m³, a dobrze wysuszone (≤ 18%) nawet 1900 kWh, czyli ponad 50% więcej energii z tej samej objętości.

Kiedy zakup drewna metrowego się opłaca?

Opcja z kłodami jest najbardziej korzystna, gdy spełnione są trzy warunki: atrakcyjna cena u zaufanego dostawcy (najczęściej wiosną i latem), dostęp do własnego sprzętu oraz możliwość przechowywania drewna przez co najmniej rok. W praktyce oznacza to posesję z wiatą lub wiatrołapem, pilarkę o mocy min. 2 kW, siekierę lub łuparkę oraz czas – około jednego popołudnia na każdy pełny metr sześcienny.

Jeżeli jednak trzeba wynająć ekipę, koszty rosną wykładniczo. Profesjonalne cięcie i rąbanie na miejscu kosztuje średnio 100–150 zł/mpu; dodajmy jeszcze transport drewna spoza powiatu (60–80 zł/t) i przewaga cenowa praktycznie znika. W takich przypadkach lepiej rozważyć zakup gotowych, sezonowanych szczap, szczególnie gdy brakuje czasu lub miejsca do składowania.

Dobrze ilustruje to przykład pana Marka z Mazur, który w ubiegłym roku nabył 12 m³ sosnowych kłód po 220 zł/m³. Sprzęt już miał, lecz ograniczone zdrowie sprawiło, że zatrudnił sąsiada do rąbania (1100 zł) i wypożyczył łuparkę (300 zł). Łącznie wydał 3860 zł, czyli równowartość 11 mpu gotowych szczap sosny suchej. Realna oszczędność wyniosła zaledwie 4%, a drewno nadaje się do palenia dopiero w bieżącym sezonie.

Przed podjęciem decyzji warto więc przeprowadzić prostą kontrolę: policzyć wszystkie wydatki, ocenić dostępne zasoby czasowe i przestrzenne, a także zaplanować sezonowanie. Tylko wtedy „tani” metr drewna metrowego okaże się rzeczywiście tańszy, a nie stanie się źródłem niespodziewanych wydatków i logistycznych kłopotów.