Polskie gospodarstwa domowe wciąż należą do europejskiej czołówki, jeśli chodzi o wykorzystanie drewna jako podstawowego źródła ciepła. Statystyki Głównego Urzędu Statystycznego wskazują, że około 40% budynków jednorodzinnych opiera się w całości lub w części na kotłach, piecach lub kominkach na biomasę drzewną. Mimo tak znaczącego udziału, różnice w kosztach między poszczególnymi gatunkami i klasami surowca potrafią sięgać kilkuset złotych za każdy metr sześcienny. Dlatego przed sezonem grzewczym warto dokładnie przyjrzeć się zarówno ofercie Lasów Państwowych, jak i rynkowi prywatnemu, a także uwzględnić przyszłe nakłady na przygotowanie surowca do spalania.

Co składa się na pojęcie „drewno opałowe”

Wbrew obiegowej opinii drewno opałowe nie jest jednolitą kategorią. To raczej parasolowe określenie obejmujące zarówno tzw. drobnicę gałęziową pozyskiwaną po zrębie, jak i pełnowartościowe wałki z pnia, które jedynie nie spełniły wymogów stawianych drewnu tartacznemu czy okleinowemu. Pod względem energetycznym najistotniejszym parametrem jest gęstość oraz zawartość wilgoci. Gatunki liściaste twarde – buk, dąb, grab czy jesion – osiągają wartość opałową rzędu 2100–2300 kWh na metr przestrzenny przy wilgotności poniżej 20%. Dla popularnej w Polsce sosny analogiczna wartość spada do około 1600 kWh. Oznacza to, że przy tej samej objętości drewno liściaste może wyprodukować nawet o jedną trzecią więcej ciepła niż iglaste.

Klasy i sortymenty – jak je czytać, by nie przepłacić

Obowiązujące od trzech dekad zasady klasyfikacji Lasów Państwowych opierają się głównie na wymiarach i widocznych wadach surowca. Dla klienta detalicznego najczęściej pojawiają się trzy oznaczenia:

S4 – średniowymiarowe drewno opałowe, zwykle w postaci wałków o długości 1–2 m, z dopuszczalną krzywizną i miękką zgnilizną do 50% powierzchni czoła. To najtańszy legalny sposób na uzyskanie kubika, ale wymaga pełnej dalszej obróbki.

S2B – klasa średnia, proste wałki wolne od zgnilizny, o średnicy 7–14 cm. Sprawdza się w kominkach z niewielkim paleniskiem, ponieważ łatwiej z niej uzyskać równy wymiar szczap.

S2A – materiał o najwyższym standardzie wśród sortymentów opałowych. Brak istotnych wad strukturalnych sprawia, że drewno jest bardziej jednorodne, a tym samym równomiernie schnie i zapewnia stabilne parametry spalania.

Cena rośnie wraz z klasą, lecz w praktyce dobrze wysuszony materiał z grupy S2 potrafi zredukować zużycie paliwa nawet o 15–20% w skali sezonu, co przy wysokich kosztach logistyki rekompensuje wyższy wydatek na etapie zakupu.

Ile kosztuje metr sześcienny drewna w 2026 roku

Analiza cenników z kilkunastu nadleśnictw w trzech różnych regionach kraju wskazuje, że stawki za całoroczne drewno kształtują się następująco (ceny brutto):

• S4 sosna/świerk – 165–190 zł/m³

• S4 brzoza/olcha – 220–240 zł/m³

• S4 buk/dąb – 250–270 zł/m³

• S2B iglaste – 440–470 zł/m³

• S2A buk/grab – 400–420 zł/m³

• S2A dąb – 470–500 zł/m³

Rozpiętość wynika z regionalnych różnic w dostępności surowca oraz kosztów pozyskania. Na obszarach z przewagą drzewostanów liściastych (m.in. Sudety, Beskidy) twarde gatunki bywają nawet o 10% tańsze niż w północno-wschodnich województwach, gdzie dominuje sosna.

Koszty obróbki ‒ ukryty składnik rachunku grzewczego

Zakup drewna w długich wałkach to dopiero początek wydatków. Przygotowanie do spalania można podzielić na cztery etapy:

Transport – w zależności od dostępności drogi leśnej oraz pory roku stawki wahają się między 5 a 10 zł za kilometr. Przy 20 km odległości i 10-tonowym zestawie ładowność 12 m³, koszt dowozu to od 100 do 200 zł.

Cięcie – firmowe pilarki pobierają zwykle 60–160 zł za pocięcie kubika na klocki długości 25–30 cm. Gatunki twarde są droższe ze względu na szybsze zużycie łańcuchów.

Rąbanie – usługa łuparką hydrauliczną kosztuje 80–140 zł/m³. Przy samodzielnej pracy toporem nakłady finansowe są minimalne, lecz rosną koszty czasu i potencjalnego ryzyka urazu.

Suszenie – naturalne sezonowanie trwa od 12 do 24 miesięcy, podczas gdy suszenie komorowe do wilgotności 18% zajmuje 7–10 dni i kosztuje 70–90 zł za metr. Choć drogie, pozwala od razu zmniejszyć zużycie paliwa nawet o 30% w porównaniu z wilgotnym drewnem.

Strategie obniżenia kosztów ogrzewania drewnem

Świadome gospodarowanie paliwem zaczyna się od kalendarza. Kupując surowiec wiosną, omija się jesienny szczyt cenowy, który potrafi podnieść stawki o 20%. Kolejna oszczędność to mieszanie gatunków – twarde liściaste zapewniają długotrwałe, stabilne ciepło, natomiast miękkie iglaste sprawdzą się do szybkiego podniesienia temperatury przy rozpalaniu. Wreszcie warto rozważyć zakup grupowy. Zestaw samochodowy mieszczący ok. 30 m³ pozwala podzielić koszty transportu pomiędzy kilku sąsiadów, obniżając cenę dowozu nawet o połowę. Przemyślany wybór klasy drewna, termin zakupu i forma obróbki przekładają się na realne setki złotych oszczędności w każdym sezonie grzewczym.