Pellet najdroższy od lat – co dzieje się z cenami w środku lipca i jak to odbije się na naszych budżetach?

Jeszcze niedawno system grzewczy oparty na granulacie drzewnym uchodził za wzór kompromisu między wygodą a niskimi rachunkami. Obecnie, mimo kalendarzowego lata, stawki notowane w składach opałowych przypominają zimowy szczyt popytu. Właściciele kotłów na biomasę zastanawiają się, czy inwestycja w ten rodzaj paliwa wciąż ma uzasadnienie ekonomiczne, oraz jak przewidzieć dalsze ruchy cenowe na rynku surowców drzewnych.

Od taniego hitu do kosztownego wyzwania: jak rynek pelletu zmienił się w ciągu roku

Jeszcze w sezonie 2021/2022 tona certyfikowanego pelletu kosztowała przeciętnie 900–1100 zł. W lipcu 2024 r. ta sama ilość surowca wyceniana jest już na 1900–2200 zł, a przypadki przekraczania 2300 zł nie należą do rzadkości. Wzrost wynika z kilku nakładających się zjawisk. Po pierwsze, gwałtownie podrożało drewno opałowe – zarówno masowe zakupy eksportowe do Europy Zachodniej, jak i ograniczenia pozyskania w części lasów gospodarczych zmniejszyły dostępną pulę surowca. Po drugie, unijne sankcje na pellet pochodzący z Rosji i Białorusi odcięły ponad 20 proc. dotychczasowego importu do regionu. Po trzecie, producenci mierzą się z wyższymi kosztami energii elektrycznej i transportu, które w procesie granulacji odgrywają kluczową rolę.

Do wzrostu cen przyczynił się również efekt „zamrożenia” popytu z poprzedniego sezonu. W czasie ubiegłorocznej niepewności wielu użytkowników kupowało paliwo na zapas, przez co magazyny zakładów produkcyjnych opróżniły się szybciej, niż pozwalał standardowy harmonogram dostaw. Odrobienie tych zaległości okazało się trudne, a rynek, pozbawiony części źródeł importu, pozostaje w stanie permanentnego deficytu.

Pellet kontra gaz i pompa ciepła – aktualny rachunek ekonomiczny

Uwzględniając średnią cenę pelletu na poziomie 2000 zł za tonę oraz kaloryczność 18 MJ/kg, koszt wyprodukowania 1 kWh ciepła sięga około 0,56 zł. Dla gospodarstwa zużywającego 15 MWh energii cieplnej rocznie oznacza to wydatek przekraczający 8000 zł.

Dla porównania, odbiorcy objęci taryfą W-3.6 płacą za gaz ziemny przeciętnie 0,36 zł/kWh, co daje roczny koszt ogrzewania rzędu 5400 zł przy tym samym zapotrzebowaniu. Najkorzystniej wypada obecnie pompa ciepła współpracująca z ogrzewaniem podłogowym. Przy współczynniku COP 3,5 oraz nocnej stawce za energię elektryczną na poziomie 0,55 zł/kWh koszt 1 kWh ciepła spada do około 0,19 zł, a nawet przy dziennej taryfie 0,80 zł/kWh nie przekracza 0,30 zł. W praktyce roczna różnica w rachunkach pomiędzy pompą ciepła a kotłem na pellet potrafi wynieść 3000–5000 zł.

Warto przy tym pamiętać, że gazowe taryfy dla gospodarstw domowych w Polsce objęte są regulacją do końca 2024 r., a ceny energii elektrycznej dla grupy G limitowane są ustawowym „zamrożeniem” do określonego wolumenu. Po zniesieniu tych mechanizmów relacje kosztów mogą ulec zmianie, jednak nawet przy umiarkowanym wzroście cen prądu pompy ciepła zachowują korzystną pozycję dzięki wysokiej sprawności.

Dlaczego latem nie ma przeceny? Gra popytu, podaży i psychologii konsumenta

W tradycyjnym cyklu rynkowym pellet taniał w okresie od maja do sierpnia, gdy zapotrzebowanie na opał spadało do minimum. W tym roku reguła sezonowości została jednak zaburzona. Wielu właścicieli kotłów, mając w pamięci problemy z dostępnością z ubiegłego sezonu, rozpoczęło uzupełnianie zapasów już w czerwcu. Hurtownie działają z niewielkim buforem magazynowym, dlatego bieżące dostawy są niemal natychmiast odbierane przez detalistów, a to uniemożliwia kumulację nadwyżek, które zwykle obniżały ceny w wakacje.

Dodatkowym czynnikiem jest struktura sprzedaży. Konsumenci preferują pellet workowany, droższy o 10–15 proc. od luzem ładowanego granulatu. Worki zapewniają wygodę składowania i pewność uzyskania deklarowanej jakości, ale w sytuacji ograniczonej podaży ich udział w rynku zawyża statystyczną cenę widoczną na paragonach. Z kolei producenci, świadomi „psychologii niedoboru”, niechętnie wdrażają promocje, obawiając się, że obniżka wywoła falę zakupów paniki i ponownie opróżni magazyny.

Jak przygotować się do sezonu: praktyczne wskazówki i opinie ekspertów

Specjaliści z branży grzewczej radzą, aby nie odkładać zakupu pelletu na jesień, kiedy kumuluje się największy popyt i mogą pojawić się przerwy w dostawach. Ich zdaniem optymalnym terminem pozostaje lipiec–sierpień, nawet jeśli ceny nie są niższe niż zimą – dostępność surowca jest wtedy relatywnie największa, a przedsiębiorstwa transportowe dysponują wolnymi terminami.

Właściciele kotłów powinni zwracać uwagę na certyfikaty jakości (ENplus A1, DINplus), wilgotność poniżej 10 proc. oraz frakcję popiołu nieprzekraczającą 0,7 proc. Zakup tańszego, niecertyfikowanego pelletu o niepewnym składzie może skończyć się awarią palnika i dodatkowymi kosztami serwisu.

Jeżeli koszty ogrzewania biomasą przekraczają możliwości budżetu domowego, eksperci zalecają rozważenie mieszanych strategii – na przykład instalacji małej pompy ciepła do pracy w okresach dodatnich temperatur, pozostawiając kocioł na pellet jako wsparcie w mroźne dni. Wzrost cen surowca warto też skompensować pracami termomodernizacyjnymi: dociepleniem ścian, wymianą stolarki czy montażem rekuperacji, które według badań potrafią ograniczyć zapotrzebowanie na ciepło o 30–40 proc.

Choć lipcowe etykiety cenowe nie zachęcają do zakupów, rynek pelletu pozostaje bardzo wrażliwy na podażowe szoki. Dlatego bezpieczniej zbudować zapas paliwa z wyprzedzeniem i równolegle obserwować programy wsparcia modernizacji źródeł ciepła, które w dłuższej perspektywie mogą okazać się skuteczniejszym sposobem na obniżenie rachunków niż doraźne polowanie na okazje cenowe.