Co roku wielu właścicieli kotłów na pellet ze zdziwieniem obserwuje, że cena woreczka granulatu potrafi wzrosnąć zarówno w środku najostrzejszej zimy, jak i w kwietniu, kiedy kaloryfery są już letnie. Skąd te wahania, skoro – wydawałoby się – wszystko powinno zależeć głównie od temperatury na zewnątrz? Rynek pelletu jest znacznie bardziej złożony: od ograniczonej dostępności trocin, przez rachunki za prąd i gaz w zakładach produkcyjnych, aż po unijne regulacje i konflikty geopolityczne wpływające na transport morzem. Poniżej rozkładamy ten wielowymiarowy mechanizm na części pierwsze i podpowiadamy, kiedy najłatwiej kupić opał w rozsądnej cenie.
Niedobór trocin: surowiec w deficycie
Pellet drzewny to w istocie sprasowane pod ciśnieniem czyste trociny. Proste? Tylko z pozoru. W ostatnich latach konkurencja o pozostałości z tartaków gwałtownie się zaostrzyła. Według danych federacji branżowej Bioenergy Europe zużycie pelletu w Unii Europejskiej wzrosło z niespełna 10 mln ton w 2010 r. do ponad 23 mln ton w 2022 r. Tego surowca nie da się wyprodukować z niczego – trzeba mieć trociny, a te pochodzą głównie z przerobu drewna tartacznego.
Jednocześnie rośnie popyt innych gałęzi przemysłu: wytwórcy płyt MDF, sklejki oraz celulozownie potrzebują dokładnie tego samego materiału. W wielu krajach do walki o trociny dołączyły elektrownie zawodowe, które wypierają węgiel mieszankami biomasy. Dodatkowym źródłem presji są publiczne przetargi na drewno, w Polsce i Niemczech coraz częściej rozstrzygane na długie kontrakty. Ci, którzy przegrają licytację, muszą uzupełniać braki na wolnym rynku, płacąc stawki wyższe nawet o 30% od cen referencyjnych Lasów Państwowych.
Do problemu niedoboru surowca dochodzą czynniki administracyjne. Proces pozyskania drewna wydłuża się, bo w całej Europie wprowadzane są bardziej restrykcyjne zasady gospodarki leśnej: ocena oddziaływania na środowisko, konsultacje społeczne i wzmożone kontrole przy wycince. Każdy miesiąc opóźnienia w planach leśników to mniej surowca na rynku tartacznym, a w konsekwencji skok cenowy pelletu.
Mniejsi producenci, pozbawieni umów długoterminowych, ratują się importem trocin z odległych regionów, na przykład z południa Szwecji czy ze wschodniej części Rumunii. Nawet jeśli koszt samego materiału jest tam niższy, logistyka szybko zjada tę różnicę. W rezultacie za worek pelletu płacimy nie tylko za zrębki, lecz także za każdy kilometr pokonany przez ciężarówkę.
Energia, transport i fiskus – ukryte koszty granulatu
Sprasowanie trocin wymaga wysokiego ciśnienia, a przede wszystkim dużych dawek energii. Granulatory zużywają do 60 kWh na każdą tonę pelletu, a pracujące obok suszarnie – podgrzewane zazwyczaj gazem lub biomasą odpadową – pochłaniają kolejne kilowatogodziny. Gdy średnia hurtowa cena energii elektrycznej w Polsce skoczyła w 2022 r. powyżej 900 zł/MWh, rachunki producentów poszły w górę o kilkadziesiąt procent. Również gaz, pomimo czasowej stabilizacji, utrzymuje się na poziomach dwukrotnie wyższych niż przed pandemią.
Kolejna składowa to transport. Europejskie Stowarzyszenie Logistyczne wylicza, że przewóz biomasy na odległość 250 km stanowi przeciętnie 35–45% ceny detalicznej. Zimą sytuację komplikuje nie tylko śnieg czy gołoledź. Zwiększone zapotrzebowanie na przewóz soli drogowej, kruszyw i paliw ciekłych winduje stawki za fracht, co natychmiast odczuwa rynek granulatów drzewnych.
Na końcu łańcucha kosztów stoi fiskus. Polska stosuje 23% podstawowej stawki VAT na pellet, gdy tymczasem w Austrii i we Włoszech obowiązuje 10%, a w Szwecji raptem 6%. Różnica kilku–kilkunastu punktów procentowych na podatku przekłada się na dodatkowe kilkaset złotych rocznie dla przeciętnego gospodarstwa kupującego 3–4 t pelletu.
Zdarzają się też opłaty, o których rzadko się mówi: certyfikacja według norm ENplus czy DINplus generuje audyty i badania laboratoryjne, a producent musi to wkalkulować w cenę. Paradoksalnie im bardziej konsument wymaga klarownego łańcucha jakości, tym więcej płaci za produkt, choć otrzymuje opał o wyższej kaloryczności i mniejszej zawartości popiołu.
Aura, regulacje i geopolityka
Choć temperatura zewnętrzna pozostaje kluczowym czynnikiem popytu, sama pogoda bywa tylko zapalnikiem dla głębszych zjawisk rynkowych. Gdy silne mrozy utrzymują się kilka tygodni, magazyny dystrybutorów potrafią opróżnić się w dwa, trzy dni. Producenci nie nadążają z dowozem, a wtedy do gry wkracza mechanizm aukcyjny – kto zapłaci więcej, ten dostanie towar pierwszy.
Równolegle obowiązują coraz surowsze normy środowiskowe. Od 2023 r. w Polsce sprzedawać wolno jedynie pellet spełniający parametry wyznaczone w rozporządzeniu o wymaganiach dla paliw stałych. Podobne regulacje funkcjonują w Niemczech (Bundesimmissionsschutzverordnung) i Francji. Eliminacja tanich, ale niskiej jakości granulatów zmniejszyła podaż o szacunkowo 10–15%, a popyt nie zniknął – w efekcie ceny certyfikowanych partii poszybowały.
Do tego dochodzą czynniki międzynarodowe. Sankcje nałożone na Rosję i Białoruś ograniczyły napływ tańszego pelletu w Europę Środkową, a to był nawet co trzeci worek kupowany przed 2022 r. Jednocześnie wydarzenia na Morzu Czerwonym i sporadyczne blokady Kanału Sueskiego wydłużyły rejsy statków przewożących kontenery z maszynami, częściami czy nawozami – wszystkie te komponenty są potrzebne w przemyśle drzewnym i wpływają pośrednio na cenę opału.
Nawet huragany w Ameryce Północnej potrafią zamieszać na naszym rynku. USA i Kanada to najwięksi eksporterzy pelletu na świecie; kiedy wichury łamią tysiące hektarów lasów, logistyka wewnętrzna zamienia się w chaos, a globalne ceny biomasy idą w górę. Europejskie zakłady muszą wtedy płacić więcej za importowane trociny albo szukać ich lokalnie, windując stawki na rynku krajowym.
Kiedy kupować pellet, by wygrać z sezonowymi wahaniami
Statystyki dużych dystrybutorów wskazują, że minima cenowe występują zwykle między połową marca a końcem maja. Po sezonie grzewczym składy chcą opróżnić place z zalegających worków, by zrobić miejsce na nowe dostawy. To okres, w którym można utargować nawet 15% rabatu w stosunku do listopadowych pików cenowych.
W praktyce warto zacząć obserwację rynku już w lutym. Jeśli prognozy meteorologiczne zapowiadają wczesną wiosnę, producenci częściej oferują promocje, by utrzymać ciągłość produkcji. Z kolei przedłużające się mrozy skłaniają ich do ograniczania rabatów, liczą bowiem na wyprzedanie resztek po wyższych stawkach.
Dobrym narzędziem jest plan hurtowych dostaw. Kilkuletnia umowa ze sprawdzonym dostawcą, z ceną indeksowaną np. do notowań zrębków w Niemczech, pozwala rozłożyć koszty równomiernie na cały rok. Alternatywą są zakupy grupowe w ramach spółdzielni energetycznych lub wspólnot sąsiedzkich – 100 ton zamówionych jednorazowo daje zupełnie inny poziom negocjacji niż 3 tony z pojedynczym rachunkiem.
Nie bez znaczenia pozostaje pojemność domowego magazynu. Jeśli możemy zmagazynować zapas na dwa sezony, wówczas kupujemy, gdy rynek jest spokojny, i nie nerwowo wypełniamy piwnicy tuż przed pierwszym śniegiem. Nowoczesne kotłownie projektowane są coraz częściej z silosem o pojemności 8–10 t, co zapewnia komfort wynikający z niższej średniej ceny.
Najważniejsze czynniki, które warto śledzić
- dostępność trocin z tartaków i liczba ogłaszanych przetargów leśnych - hurtowe ceny energii elektrycznej oraz gazu wykorzystywanego w suszarniach - stawki transportu drogowego i koszty paliw płynnych - krajowa stawka VAT w porównaniu z innymi państwami UE - obowiązujące normy jakościowe i koszty certyfikacji - sankcje handlowe i zakłócenia w żegludze międzynarodowej - długoterminowe prognozy pogody oraz zmiany klimatyczne wpływające na popyt